Jakiś czas temu pisałam o wpływie psów na przyrodę. Dziś, przyjrzymy się pozytywnemu wpływowi psów na środowisko, a dokładniej ich pracy w detekcji śladów zagrożonej fauny i flory.
Temat psów do wykrywania śladów bytowania dzikiej przyrody pojawił się na tapecie kilka lat temu. To wtedy śp. profesor Krzysztof Skóra ze Stacji Morskiej w Helu zaprosił mnie na spotkanie, aby omówić możliwość wyszkolenia psa do wykrywania fok — a konkretnie śladów ich bytowania — w celu uzupełnienia danych badawczych. Projekt ten, z różnych powodów, ostatecznie nie został zrealizowany. Ale temat „wildlife detection dogów” pozostał w sferze moich zainteresowań.
Wildlife detection dogs – seminarium z Paulem Bunkerem
W ubiegłym roku miałam okazję uczestniczyć w świetnym seminarium zorganizowanym przez Thor Working Dogs, z udziałem znakomitego Paula Bunkera. Paul Bunker jest właścicielem i dyrektorem Chiron K9 LLC — firmy konsultingowej specjalizującej się w szkoleniu i pracy psów do detekcji zapachowej. Służył przez ponad 22 lata w armii brytyjskiej jako instruktor szkolenia psów wykorzystywanych w operacjach antyterrorystycznych o dużym zagrożeniu na całym świecie. Podczas służby pełnił funkcję starszego instruktora szkolenia specjalistycznych psów poszukiwawczych i do wykrywania materiałów wybuchowych, szkoląc psy zarówno dla armii brytyjskiej, jak i amerykańskiej.
Stworzył i wdrożył program Explosive Detection Dog Program — system szkolenia psów do wykrywania materiałów wybuchowych — który wymagał opracowania nowatorskich technik i metodyk szkoleniowych. Za wybitną służbę w ramach wspierania operacji na Bałkanach otrzymał odznaczenie NATO Joint-Commanders Commendation for Distinguished Service.
W 2017 roku założył Chiron K9, by skoncentrować się na badaniach nad psami detekcyjnymi oraz ich wykorzystaniu w ochronie środowiska. Obecnie dostarcza zarówno wyszkolone psy, jak i wsparcie merytoryczne do badań naukowych nad wykorzystaniem psów do szeroko pojętej detekcji zapachowej, współpracując z uniwersytetami i organizacjami rządowymi. Jest współautorem kilku opublikowanych prac naukowych oraz autorem książki „Imprint Your Detection Dog in 15 Days”.
Jego wyjątkowy projekt, realizowany w Laosie, we współpracy z organizacjami pozarządowymi wdraża programy szkolenia i wykorzystania psów (w tym lokalnych, schroniskowych) do wykrywania zagrożonych gatunków i ochrony środowiska w tamtejszych dżunglach. Na szczególną uwagę zasługuje szkolenie psów do wykrywania śladów saoli wietnamskiej — jednego z najbardziej zagrożonych gatunków ssaków — oraz pozostawionych przez kłusowników wnyków. Projekt jest prowadzony we współpracy z Saola Foundation (Lao) i Working Dogs for Conservation. Podczas seminarium Paul przedstawił uczestnikom conieco kuchni trenerskiej ale i bez cenzury podzielił się bardzo ciekawymi doświadczeniami w pracy z psami detekcyjnym w najdzikszych rejonach świata.
Psy do wykrywania dzikiej przyrody — jak to działa?
Rola trenera psów w pracy z psami detekcyjnymi
Trener psów, który pracuje z takim psem, musi być trochę badaczem, trochę przewodnikiem, trochę psychologiem. Nie da się tego zrobić „z marszu”. Trzeba wiedzieć, z czym się pracuje. Czasem to zapach odchodów, czasem sierści, czasem konkretnych owadów, a czasem — i to chyba najtrudniejsze — samego środowiska, w którym dane zwierzę przebywa. Bo pies nie zawsze musi wyczuć bezpośredni ślad. Czasem wystarczy zapach pośredni.
Przykład? W Polsce psy wykorzystywano do wykrywania m.in. trzmiela ziemnego, kózki azjatyckiej, niektórych chrząszczy i pluskwiaków. Badania prowadzone przez zespół Andżeliki Haidt i Radosława Plewy (IBLES) pokazały, że psy mogą nauczyć się rozpoznawać nawet sześć różnych zapachów konkretnych gatunków owadów. Co więcej — mogą wykrywać je szybciej i dokładniej niż standardowe metody, jak pułapki feromonowe.
Inny przykład — Nowa Zelandia. Psy były tam szkolone do wykrywania kakapo — bardzo rzadkiego, nielotnego ptaka, który gniazduje na ziemi. Człowiek mógłby łatwo przeoczyć takie gniazdo. Ale pies? Węszy, zatrzymuje się i czeka na sygnał opiekuna. Czasem trzeba dobrze znać własnego psa, by zauważyć, że już „wie”.
W porównaniu do tradycyjnych metod (np. fotopułapek), psy mogą wykrywać dzikie zwierzęta 3,7–4,7 razy częściej. Oczywiście — nie są idealne. Warunki pogodowe, zapachy rozpraszające, a czasem zmęczenie czy stres mogą wpłynąć na ich skuteczność. Ale w ogólnym rozrachunku? Niewiele jest tak precyzyjnych i dynamicznych narzędzi jak dobrze wyszkolony pies. A dokładniej — dobrze wyszkolony pies z odpowiednim trenerem.
I tu dochodzimy do kluczowej roli trenera psów. To on wybiera odpowiedniego kandydata — psa z naturalną motywacją do pracy węchowej, z wytrwałością i samodzielnością. Trening zaczyna się od podstaw: skupienia, zabawy, prostych zadań. Potem dochodzą próbki zapachowe — czasem naturalne, czasem syntetyczne (np. na nośniku PDMS). Trzeba cierpliwości. I dużo, dużo obserwacji.
Trener psów musi też być elastyczny. Pracuje w zmieniających się warunkach, z różnymi ludźmi — od biologów po leśników. Czasem trzeba improwizować, czasem po prostu zaakceptować, że pies dziś „nie ma dnia”. Tak jak my. I właśnie w tym — w tej współpracy, komunikacji i wzajemnym zaufaniu — jest siła.
Na przyszłość? Możliwości są ogromne. W dobie zmian klimatu, inwazji gatunków obcych i rosnącej potrzeby szybkiego reagowania — pies staje się partnerem w badaniach, a trener psów ich cichym bohaterem. Być może właśnie teraz gdzieś w Polsce ktoś zaczyna szkolenie psa do wykrywania kolejnego zagrożonego gatunku.
I może Ty, czytając to, też myślisz: „A może to coś dla mnie?”. Może masz psa z potencjałem, może sam chcesz zostać trenerem psów, który nie tylko szkoli do posłuszeństwa, ale i wspiera ochronę przyrody. Bo przecież nie każdy bohater nosi pelerynę. Niektórym wystarczy smycz i dobry nos u boku. Z branżowych plotek wiemy, że już niedługo Thor Working Dogs Group we współpracy z Silva Lupus, organizuje kurs dla przewodników i trenerów wildlife detection dogów. Więc bądźcie czujni!
Podziel się ze znajomymi!


